Saturday
16/30/2010
4:01 pm
16/30/2010
4:01 pm
Damięcki pokazuje się tylko w slipach!
Czy warto robić ochy i achy - sami oceńcie ;-)
Czy warto robić ochy i achy - sami oceńcie ;-)
Nowatorski sposób potraktował dość "oklepany" temat, jakim jest kultowa kurtka i spodnie dżinsowe.
Na początku lat 90-tych na portalach randkowych furorę robił slogan „spoza środowiska”
Czy to ciacho ? Nie wiemy, ale zrobiło nam się jego żal.
Jan ŚwidzińskiW moim kontekścieWybrane działania z fotografią i tekstemOtwarcie wystawy: poniedziałek 25 stycznia, godz. 18.00 Wystawa czynna do 28.02.2010Kurator: Grzegorz BorkowskiGaleria Dokumentu CSW
Organizatorami tego niezwykłego zdarzenia artystycznego promującego kino niezależne, odbywającego się pod patronatem Federacji Niezależnych Twórców Filmowych w Polsce, jest Osiedlowy Dom Kultury w Jeleniej Górze, TV Dami oraz Instytucja Kultury Województwa Dolnośląskiego "Odra-Film". Zapraszamy twórców i producentów prezentowanych filmów z całego kraju i zagranicy. Z przyjemnością informujemy, że na festiwalu gościć będziemy profesjonalne międzynarodowe jury oraz znanych przedstawicieli świata filmowego i mediów audiowizualnych. Imprezie patronują poważne krajowe media Z ich strony odnotowujemy bardzo duże zainteresowanie ZOOM-em, a co za tym idzie - jego uczestnikami. W trakcie festiwalu odbędą się projekcje konkursowe i pokazy specjalne, nie zabraknie również paneli dyskusyjnych oraz otwartych dla widzów obrad jury i spotkań z twórcami. Przewidziano także imprezy towarzyszące. Ponieważ ideą festiwalu jest konfrontacja dokonań twórców oraz prezentacja wszelkich zjawisk zachodzących w kinie niezależnym, formuła konkursu dopuszcza udział w nim rozmaitych form - filmów fabularnych, dokumentalnych i najróżniejszych eksperymentów realizowanych przy pomocy kamery. Nie ma żadnych ograniczeń tematycznych.
Retrospektywa WILLIAMA E. JONESA 22-23 stycznia: filmy eksperymentalne o tematyce gejowskiej MORALNA PROWOKACJA: Michael Haneke Biała wstążka: 22-28 stycznia Ukryte: 24 stycznia, godz.16.00 FRANCUSKIE RENDEZ-VOUS: Luis Buńuel wtorek26 stycznia, godz.19.00: Piękność dniaINO.LAB CSW Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2tel. (22) 628 12 71-73 w.160, e-mail: prokino@csw.art.pl (mailto:prokino@csw.art.pl) Szczegółowy program projekcji i opisy filmów: www.kinolab.art.pl (http://www.kinolab.art.pl/)
Nakręć film za pomocą kamery video, telefonu komórkowego lub aparatu fotograficznego i zgłoś go do konkursu! 3 konkursy, 3 szanse na 3000$!
Jan ŚwidzińskiW moim kontekścieWybrane działania z fotografią i tekstem Otwarcie wystawy: poniedziałek 25 stycznia, godz. 18.00 Wystawa czynna do 28.02.2010 Kurator: Grzegorz Borkowski Galeria Dokumentu CSW Jan Świdziński traktuje fotografie w sposób szczególny: przeprowadza z nimi rodzaj materialnego i intelektualnego działania. Można powiedzieć, że posługuje się fotografiami jak rekwizytami w performansach. Fotografie są dla niego obiektami, detalami zaczerpniętymi z otaczającej rzeczywistości, i to rzeczywistości pojmowanej na tyle całościowo, że nieistotne stają się podziały na sferę sztuki i potoczności, na fakty i artefakty. W działaniach Świdzińskiego walory formalne fotografii nie są istotne traktuje je bowiem jako symptomy rzeczywistości, konkrety, które równie dobrze mogą kierować uwagę na ogólniejsze zjawiska, jak i być traktowane jako jedynie jednostkowe, niepowtarzalne kurioza. I wobec wybranego konkretu-symptomu formułuje Świdziński wypowiedź w formie napisanego tekstu lub mówionego performansu. Taka wypowiedź nie jest po prostu komentarzem, to raczej interwencja poddająca wybrany konkret przekształceniu w nowy fakt. Zaczerpnięte z różnych kontekstów fotografie Świdziński umieszcza w kontekście własnych spostrzeżeń i refleksji. Działanie z fotografią demonstruje modyfikację i otwarcie jej znaczeń, demonstruje postawę konkretnego człowieka wobec faktu, jakim jest konkretna fotografia. Tekst wraz z fotografią tworzą prostymi środkami przestrzeń dyskursu. Świdziński posługuje się znakami łatwo rozpoznawalnymi, ale o znaczeniach otwartych i uzależnionych od kontekstów, jakie przywołane zostaną przez widzów w zetknięciu z pracami artysty.
Cheder Cafe serdecznie zaprasza na cykl warsztatów winiarskich prowadzonych przez Zbigniewa Pakułę - znawcę tematu oraz redaktora naczelnego pisma Świat Win. Comiesięczne spotkania dają możliwość zapoznania się z szeroko rozumianą tematyką wina. Warsztaty zaplanowane są jako spotkania z degustacją. Każde spotkanie poświęcone będzie innemu zagadnieniu winiarskiemu. Uczestnictwo w cyklu warsztatów pozwali jednak na zbudowanie solidnej wiedzy na temat wina i kultury winiarskiej. Finał warsztatów odbędzie się na 20. edycji Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie (25.06 – 4.07.2010).
Babcie są malutkie. Mają pasiaste sweterki i kropkowane bluzeczki. I chusteczki w kwiatki. Mają szklane oczy rozmyte astygmatyzmem i sękate palce. Malutkie skarpetki, malutkie parciane buciki i wiklinowy koszyczek na zakupy. Babcie są leciutkie i lubią biały ser z miętą. Popijają herbatkę w przezroczystych białych szklankach na szklanych spodeczkach i stukają metalowymi łyżeczkami. Strzepują okruszki z ceratowych obrusów. Babcie boją się chuliganów i nie rozumieją telewizji. Pilnują przez okno czy truskawki ładnie rosną. Babcie wzdychają i chcą żeby było dobrze. Wycierają nóż po dżemie w fartuszek.Babcie dolewają soku do herbaty i kładą kołdrę na trawie.Stroją się przed lustrem i noszą wszystko o rozmiar za duże. Babcie kochają wnuczki i wnuczków. Siedzą przy oknach. I klepią się po zmarszczkach. Wieczorem modlą się przez malutkie usta. Babcie szurają butami i noszą brzydkie kamizelki. Bolą je nogi i serce. Mają łyżki do butów i metalowe naparstki z dziurkami. Jedzą ciasto łyżeczką. Babcie są śmieszne i wszystko rozumieją.
Szpital służy do przedłużania życia, ale na wszelki wypadek pamięta się także o kaplicy. W szpitalu przy Al. Kraśnickich jest dyskretnie schowana na minus pierwszym piętrze. Na tym samym poziomie znajduje bar i salon fryzjerski. Do segmentu prowadzą przeszklone drzwi, na których jest przylepiona strzałka, która informuje, że do fryzjera i do kaplicy idzie się w tę samą stronę. Barek trudniej znaleźć. Jeśli ktoś chce zrobić sobie manikiur, albo zamówić frytki może omyłkowo trafić do pomieszczenia gdzie ktoś cały we łzach żegna się z bliską osobą, albo zabłądzić w korytarzach, gdzie unosi się woń stołówki: palony tłuszcz, smażone mięso, gotowana kapusta, może jakaś cebulka. Na parkingu stoi budka ze strażnikiem, który pobiera opłaty. Placu strzeże z każdej strony szlaban. Innego miejsca, aby zostawić samochód nie ma. Upiorny bladoniebieski budynek wygląda, jakby był w całości ułożony z łazienkowych, śliskich kafelków. Dzieli się na niezliczoną ilość pięter i bloków. Poszczególne części szpitala są zlepione łącznikami. To przejścia pomiędzy światami poszczególnych chorych: neurologia, gastrologia, nefrologia, ortopedia, choroby zakaźne, urazy – to wszystko zespoły pomieszczeń, które grupują ludzi wedle ich dolegliwości. Hole są wyłożone płytkami PCV, prawdopodobnie tymi samymi od kilkudziesięciu lat. Przez stare okna do sal swobodnie dostaje się zimno i wiatr. Na każdym oddziale stoi rodzaj recepcji, a za nią tajemnicze drzwi z napisem „pokój socjalny”. Jak na ogromną tak ilość ludzi ukrytych w bocznych pokoikach jest przerażająco cicho.Największy ruch panuje na parterze szpitala. Tam jest mnóstwo sklepików, które oferują rozmaite artykuły po zbójeckich cenach: ciapy, które można kupić na targu za pięć złotych tam kosztują ponad dwadzieścia, najpospolitszy szlafrok – ponad sto. Zza witryn spoglądają podświetlone ciasta – kremowe, orzechowe, posypane czekoladą, z nierówną powierzchnią wytłoczoną migdałami i wyświecone galaretką. Są kosmetyki, perfumy, książki. W salonie piękności można zrobić hennę brwi. Zadbane babcie w zwykłych ubraniach spacerują pomiędzy kramikami. Że są kuracjuszkami szpitala zdradzają tylko założone na opuchnięte nogi ciapy. Poziom minus pierwszy jest najbardziej tajemniczy. Niewiele tam ogólnie dostępnych pomieszczeń, więc oszczędza się na świetle. Jest też ciaśniej, niż na piętrach, a większość drzwi jest pozamykana. Trudno tam spotkać żywego ducha. Choć wyczuwa się, że jest to teren po części zakazany, nikt go nie pilnuje. Podziemie w ogóle nie przypomina szpitala. W pewnym momencie krajobraz charakterystyczny dla instytucji (malowane farbą olejną ściany, brak detali, rzędy drzwi) zamienia się w magazyn z przedziwnymi białymi kaflami i ogromnymi rurami. Jak informuje karteczka umieszczona przy windzie: na minus pierwszym można bezpłatnie skorzystać z Internetu.Winda rozwozi lekarzy, pacjentów i ich rodziny pomiędzy światami poszczególnych chorób. W każdym bloku na niebieskiej tablicy znajduje się rozpiska co jest leczone na którym piętrze. Na kontrolce przycisków w windzie, pod dwoma rzędami kwadratowych, metalicznych guzików znajduje się obowiązkowo malutki, absurdalny zameczek. Jeśli lekarz włoży do niego kluczyk i wciśnie przycisk: „jazda specjalna”, a następnie numer piętra, to wszystkie inne kursy zostają anulowane i pasażerowie chcąc, nie chcąc jadą we wskazane miejsce. Wymyślono to prawdopodobnie jako ułatwienie w niesieniu pomocy w nagłych przypadkachKażde piętro ma swój przedsionek. Stoją tam krzesełka, stolik, czasem automat z kawą. To strefa wolna od choroby. Panuje atmosfera bezpieczeństwa i dlatego pacjenci jeśli tylko mają wybór, to wolą tam rozmawiać z rodzinami. Szpitalne oddziały mają bardzo podobną architekturę – centralny korytarz, a po bokach sale z chorymi. Ten model komunikacji zakłada czekanie. Czy to pielęgniarka, czy to ordynator, czy salowa – każda z tych osób odwiedza wszystkie pomieszczenia w porządku od początku do końca. Dzwonki służące do przywoływania pomocy są nieskuteczne. Kolejka dotyczy jednakowo wszelkich spraw – zakrztuszeń, potrzeb fizjologicznych, fanaberii czy gwałtownych pogorszeń. Dzwonki rozlegają się rzadko. Wszystkie sale zakładają leżenie. Nieliczne krzesła, ustawione przy łóżkach raczej służą pomocniczo. Łóżka natomiast są specyficzne – materac jest otoczony metalowymi zaporami, aby chory w czasie snu nie spadł na podłogę. Można je bez problemu wyjąć, a wtedy jednym pociągnięciem ręki sanitariusza można przetransportować schorowane ciało na nosze. Niebywale funkcjonalna metalowa krata wydaje jednak upiorne jęki.Na łóżkach leżą głównie ludzie starzy. Niektórzy się prawie wcale nie poruszają. Większość w ciągu dnia znajduje sobie jakieś rozrywki – ogląda telewizję, chodzi na parter popatrzeć na sklepowe wystawy, spaceruje po holu i ogląda innych chorych. Wizyta rodziny należy do rzadkości. Spektakularny widok starca otoczonego wianuszkiem nachylonych osób trwa krótko i zazwyczaj się nie powtarza. Nie dziwi to, ponieważ panuje zaduch, a w powietrzu nierzadko unosi się woń potu i ekskrementów. Czasem subtelna, w innych wypadkach całkiem świeża. Blade twarze chorych dramatycznie podkreślone bielą pościeli zdradzają rezygnację. Zastygają w uśpieniu lub za pomocą chciwych oczu wypatrują najmniejszego ruchu. Znakomita większość tych obliczy przypomina żywe trupki. Zastałe powietrze powoduje, że skóra żółknie, a przymus czekania na wszystko sprawia, że chorym w znużeniu opadają powieki i wyglądają jakby już skonali. Trudno ocenić kto z nich śpi.